Jedź, zwiedź i… pracuj

Na pierwsze spotkanie z cyklu  “Jedź, zwiedź i…”, które dotyczyło pracy sezonowej na Islandii, zaprosiliśmy 24 listopada do klubokawiarni Kicia Kocia na Grochowie. Jak się przygotować na taki wakacyjno-zarobkowy wyjazd i czego można oczekiwać – opowiadała Marlena Pilch. Członkini SKI podzieliła się swoją historią zarobkowego wyjazdu  na Islandię i spostrzeżeniami, które kolekcjonowała przez trzy kolejne lata, kiedy to wracała do pracy w hotelu w małej islandzkiej miejscowości.

unnamed (3).jpgMarlena od razu przyznała, że jej przygotowanie do pierwszego wyjazdu, świeżo po maturze, było właściwie żadne. Spakowała trampki i postarała się trafić z lotniska do zanotowanej na kartce miejscowości z zaledwie 20 euro w kieszeni. Jak będzie wyglądać jej praca w kompleksie guesthousowym, dowiedziała się na miejscu. Docelowo szef zatrudniał Polaków, na miejscu były jeszcze trzy osoby, z czasem zespół się powiększył. Przydzielono ją do pracy w recepcji restauracji.- Inaczej wyobrażałam sobie całe to miejsce i zupełnie nie czułam się gotowa na takie stanowisko – powiedziała.  Jak na pokrzepienie islandzki szef tłumaczy i pokazuje wszystko od podstaw: jak używać ścierki, jak komputera… Nie można przy tym okazać zniecierpliwienia, odpowiadając “Przecież ja to wiem!”, tylko słuchać cierpliwie. Islandzcy szefowie odwdzięczą się otwartością i nawet zapytają o twoje pomysły.

unnamed.jpg

unnamed (2).jpg

Czasem dzień sięgał 17 godzin pracy w trybie multitaskingu –  robienia wszystkiego, na co była akurat potrzeba. Jednak jak mówiła Marlena – Nie przepracujecie się, nie będziecie wracali styrani, Islandczycy do tego nie dopuszczają. Obsługiwałam nawet grupy 70-osobowe, ale potem szef wprost kazał usiąść i odpocząć. Poza tym w pracy na Islandii stosuje się przerwy na zawołanie, np.kiedy potrzebujemy kwadransu dla siebie. Dzień wolny przypada raz na 6 dni.  Grafik określany jest na 270 godzin miesięcznie dla pracownika sezonowego.  Jeśli ktoś chce przepracować więcej, musi zapłacić wyższy podatek. W wolne dni w małym mieście można jeździć stopem po okolicy, korzystać z basenu, restauracji, odwiedzić punkt informacji turystycznej, gdzie można nawet obejrzeć filmy. Gorzej z rozrywkami nocnymi…

Do pracy sezonowej wystarczy znać język angielski i to nawet na średnim poziomie. Praca wśród Polaków nie stymuluje zresztą do nauki tamtejszego języka. Czasem zabrania się używania polskiego w pracy, jako że inni – w tym szef – nie rozumieją wtedy co mówią do siebie podwładni. Dla Islandczyków porozumienie się po angielsku nie stanowi problemu. Jeśli jednak ma to być bardziej ambitna praca z perspektywą zostania na dłużej, to znajomość islandzkiego staje się bardzo pożądana. – Niech chociaż widzą, że się uczysz – radziła Marlena. – Islandczycy doceniają Polaków i to, że się adaptujemy do ich kultury, uczymy języka przy pracy na dłużej, bo na przykład w przypadku innych nacji, jak Litwini czy  Estończycy – nie jest to tak popularne podejście.

Na relacje z reguły nie można narzekać. Nastawienie do polskich pracowników jest dobre – szef otwarty, opowiada o wszystkim. Spotkania po pracy i socjalizacja są nawet częste. Ale bliskie relacje z Islandczykami to już trudniejsza sprawa – liczą na rozmowę w ich języku. Są ciekawi obcokrajowców i chętnie zamieniają po kilka zdań, ale niewiele ponadto.

unnamed (4).jpg

unnamed (1).jpg

Warunki finansowe na Islandii nie są złe, chociaż Marlena poznała je dopiero przy wypłacie. – Przypuszczam, że obecnie płaca  – wydawana w koronach islandzkich – jest wyższa, stawkę podnosi się regularnie – stwierdziła. Podstawa wynosiła 1000 koron za godzinę, czyli około 30 zł. Są naturalnie miejsca z wyższą i niższą płacą, do tej drugiej kategorii należy np. praca na stacjach benzynowych. Na Islandii króluje legalne zatrudnienie. Trzeba mieć kennitala – to taki islandzki odpowiednik numeru PESEL –  i  konto w islandzkim banku (do wyboru jeden z trzech;)). Na szczęście transfery nie są drogie.

Rotacja wśród pracowników jest duża. Ludzie zmieniają miejsce pracy sezonowej, a na dłuższe zajęcia wybierają większe miejscowości, bo np. dojazdy są bardziej dogodne. Bilety autobusowe nie należą do tanich, ale przy zatrudnieniu sezonowym pracodawcy pomagają w znalezieniu tańszego mieszkania. Marlena pracowała i mieszkała nad restauracją w tym samym budynku – bez opłat. Przyznaje, że to bardzo dogodne rozwiązanie, bo wynajęcie mieszkania jest trudne i drogie, zwłaszcza w małej mieścinie. Ale są i minusy mieszkania pracowniczego –  pokoju się nie wybiera i dzielisz go czasem  z kilkoma innymi pracownikami, w różnych warunkach. Mało miejsca dla siebie, ale przynajmniej za darmo – podsumowuje Marlena.

W małych miasteczkach wyżywienie to trudna sprawa – jeden sklep czynny niekiedy przez parę godzin dziennie. Jednak przy pracy w fabryce jeden posiłek jest zapewniony  dla pracownika, dbają o to związki zawodowe. Ceny w sklepie są wysokie, ale do przełknięcia. W razie trudności w rozplanowaniu budżetu można brać w pracy zaliczkę.

unnamed-5

Co do samego szukania – nie olśniewające CV wysłane przez internet a sprawdzone kontakty i polecenia  – na to liczą zatrudniający Islandczycy. – Szukanie po znajomych więcej da niż wysyłanie aplikacji, nawet wejście na grupę na Facebooku i poproszenie kogoś na miejscu o polecenie  –  radzi Marlena. – Szef dzwoni po innych hotelach i sprawdza nową osobę, czy ją znają. Można wręcz powiedzieć, że w tamtejszym środowisku pracy panuje nepotyzm.

Szukanie pracy jako wolny strzelec, już na miejscu, także nie jest złym pomysłem. Od razu przyjdziesz i pokażesz się przyszłemu pracodawcy. Powiesz, co umiesz i możesz z miejsca być wzięty nawet do pracy dorywczej. Natomiast kiedy wysyłasz zgłoszenie z Polski, ktoś w międzyczasie może zająć twoje miejsce…

Następne spotkanie odbędzie się pod hasłem “Jedź, pracuj i… ucz się”. Najprawdopodobniej w tym samum miejscu, bo bardzo nam się spodobało w kawiarni Kicia Kocia😉

Dzień Islandzki w Poznaniu

30927669902_af86d7aedd_o.jpg

17 listopada, na zaproszenie Studenckiego Koła Naukowego “Norske veier” działającego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, wybraliśmy się do stolicy Wielkopolski, aby posłuchać i samemu opowiedzieć o Islandii. Wedle zamysłu organizatorów, spotkanie i wygłaszane w jego trakcie referaty, miały skupiać się na motywie relacji człowiek-natura, tak ważnym na wyspie.

SKI reprezentowała Emiliana Konopka, która została poproszona o wygłoszenie krótkiego wystąpienia na otwarcie spotkania. Opowiedziała o sztuce islandzkiej z pozycji konia, czyli o silnych związkach Islandczyków z końmi islandzkimi. Bo faktycznie, jeśli przyjrzeć się najważniejszym dziełom sztuki islandzkiej, bardzo często pojawiają się na nich konie. Motywy “końskie” pojawiają się już w sztuce pierwszych artystów Islandii, czyli w inspirowanych mitologią nordycką rzeźbach Einara Jónssona oraz malarstwie pejzażowym Thórarinna Thórákssona. Nawet w Warszawie oglądać możemy konia wykonanego przez artystę o pochodzeniu islandzkim, a mianowicie pomnik konny Józefa Poniatowskiego dłuta Berthela Thorvaldsena, syna islandzkiego emigranta Gottskálka Þorvaldssona.  Co ciekawe, wraz z rozwojem sztuki islandzkiej i zwiększonymi kontaktami artystów z kulturą globalną, pojawiające się dotąd przedstawienia czy to mitologicznej postać Sleipnira, ośmionogiego rumaka Odyna, czy  Icelanderów, zostały powoli wyparte przez motywy inspirowane kulturą kontynentu. I tak np. w twórczości Helgiego Þorgilsa Friðjónssona pojawiają się centaury i jednorożce, natomiast u światowej sławy artysty Erró znalazło się nawet miejsce dla konia Horacego, przyjaciela Myszki Miki, stylizowanego na małżonka Arnolfini z obrazu Jana van Eycka.

15145091_10207711535292969_472259596_o.jpg

Wystąpienie zostało przyjęte – niespodziewanie dużymi – brawami, a potem do swoich referatów stanęły członkinie koła Norske veier, które prezentowały tematy flory i fauny islandzkiej czy warunków geograficzno-atmosferycznych wyspy. Bardzo interesujący był krótki wykład Karoliny Kliś, która przedstawiła kilkanaście islandzkich określeń na śnieg (podobno Islandczycy mają ich aż sto, jej udało się wynaleźć co najwyżej 60). Nie zabrakło też tematu islandzkiego protestu kobiet z 1975 roku.

Spotkaniu towarzyszyły ciasta, herbata i należy pogratulować organizatorom świetnego przebiegu oraz dużego zainteresowania ze strony nie tylko studentów Skandynawistyki, ale również innych kierunków. Bardzo dziękujemy za zaproszenie!

31070120225_fdf32242ef_o.jpg

Towarzysz podróży został u Jagody Kowalczyk, której chciałabym niezmiernie podziękować za przenocowanie i miłe towarzystwo! Emilka

Rekrutacja do Klubu

Drodzy Miłośnicy Islandii!
Zapraszamy Was na spotkanie rekrutacyjne do Studenckiego Klubu Islandzkiego UW.
Odbędzie się ono w najbliższy czwartek 20 października w godzinach 18:00 – 20:00 w knajpie Machinarium przy ul. Smolnej 36.
Zapraszamy przede wszystkim studentów Uniwersytetu Warszawskiego oraz innych uczelni😉
Podczas spotkania zapoznamy się z działalnością Klubu i planami na nowy rok akademicki.
 
Wszystkich, którzy chcieliby formalnie dołączyć do Klubu prosimy o zapoznanie się z regulaminem, który można odnaleźć na naszej stronie: https://studenckiklubislandzki.wordpress.com/jak-zostac-czlonkiem/
 
Czas na przygodę. Dołącz do SKI.
rekrutacja

Strajk islandzki – fakty i mity

Od kilku dni mówi się ciągle o islandzkim strajku, wydarzeniu z 1975 roku, podczas którego kobiety islandzkie wyszły na ulice, aby walczyć o swoje prawa. W obecnej retoryce medialnej hasło islandzki strajk stało się definicją dla sprzeciwu zaplanowanego na poniedziałek 3 października, do którego zadeklarowało się ponad 10 tysięcy Polek. Warto jednak prześledzić, co kryje się pod hasłem islandzkiego strajku i o co dokładnie walczyły wówczas Islandki, a przede wszystkim – jakie realne efekty przyniósł ten europejski precedens.

Tego dnia wolne wzięły niemal wszystkie kobiety na Islandii.

Data 24 października 1975 roku jest na wyspie wspominana jako “Długi piątek” (choć po islandzku także mówi się o Kvennafrídagurin – “kobiecym piątku”), bowiem wywrócił tradycyjny patriarchalizm do góry nogami. Tego dnia aż 90% islandzkich kobiet, a przypominam, że było to w czasach pozbawionych Facebooka, a nawet internetu, skrzyknęło się do organizacji niecodziennego protestu. Zamiast organizacji typowego strajku, postanowiły – ze spokojem i klasą – wyjść na ulicę za pełnym przyzwoleniem swoich pracodawców, gdyż zbiorowo wzięły sobie dzień wolny na żądanie. Do grona ponad 60 tysięcy protestujących kobiet (a cała Islandia liczyła wówczas niewiele ponad 220 tysięcy mieszkańców) dołączały nie tylko pracownice na umowę, ale też gospodynie domowe. Celem było jedno: pokazać swoim mężom, szefom i ojcom, że bez nich nie są w stanie funkcjonować. Udało się. Islandię ogarnął paraliż.

Na czym jednak polegał ten paraliż? Warto podkreślić, że już wtedy dyrektorami wielu zakładów pracy były kobiety, ramię w ramię protestujące ze swoimi pracownicami, rzecz nie leżała więc w tym, żeby robić swoim szefom na złość. Mężowie – choć trudno było im odnaleźć się w nowej dla nich sytuacji, jaką było zajmowanie się dziećmi i przygotowanie dla nich posiłków – dali sobie przecież ostatecznie radę, choć z pewnością powrót do dawnego porządku (po północy panie wróciły do swoich dawnych ról) był dla nich nieopisaną ulgą, a desperackie próby zastąpienia matki i pani domu kończyły się na kupowaniu dzieciom nowych zabawek i podawanie im gotowych dań, czyli kupowanych w sklepie kiełbasek (o ile było to możliwe, skoro kasjerki strajkowały, a zapasy szybko się skończyły). Wydawałoby się więc, że całodzienny protest kobiet był niewinny i nie skutkował niczym poważnym. A jednak to głównie przedstawicielki płci pięknej obsługiwały wówczas połączenia telefoniczne, występowały w radiu i telewizji jako prezenterki, uczyły dzieci w szkołach czy stały za ladą w sklepach. Tak więc protest uzyskał zamierzony efekt – panowie przekonali się, że bez kobiet po prostu nie potrafią funkcjonować. I że taka “rewolucja” doprowadziłaby do strat, zarówno moralnych, jak i ekonomicznych.

Co skłoniło Islandki do protestu akurat tego dnia? Przede wszystkim rok 1975 został  przez ONZ ogłoszony Rokiem Kobiet, co skłoniło islandzkie ugrupowania feministyczne do podjęcia decyzji, w jaki sposób uczcić tak ważne wydarzenie. Pięć z nich przedłożyło swoje pomysły, a jedno z radykalniejszych,  Rauðsokkahreyfingin (Czerwone Pończochy), zaproponowało organizację strajku. Przeciwko czemu? Płaca kobiet stanowiła 60% pensji wypłacanej mężczyznom, natomiast większość kobiet nie miała nawet szans na podjęcie płatnej pracy ze względu na “społeczny obowiązek” zajmowania się domem i dziećmi. Decyzja o modyfikacji planu ze strajku na “dzień wolny” wiązała się przede wszystkim z zakładaną efektywnością przedsięwzięcia i zmniejszeniem ryzyka – za urlop na żądanie pracodawca nie mógł zwolnić żadnej ze strajkujących. Zamiast wykrzykiwać swoje postulaty, panie spotkały się w centrum stolicy, by wysłuchać przemówień swoich przedstawicielek i dyskutować o konieczności wyrównania szans i płac, ale też przesiadywały w kawiarniach, słowem: korzystały z przysługującego im dnia wolnego.

Celem strajku było zwrócenie uwagi na ważną rolę kobiet w społeczeństwie i gospodarce kraju, ale też kategoryczne podkreślenia niesprawiedliwości i dyskryminacji płci pięknej w pracy i poza nią. Nie chodziło więc tylko o podwyższenie płac, ale także o docenienie umiejętności i pracy kobiet, również w roli żon, matek i prowadzących gospodarstwa domowe. Z pewnością jednodniowy paraliż kraju zrobił na mężczyznach duże wrażenie, ale czy faktycznie tym jednym dniem kobiety zapewniły sobie prawa i przywileje, którymi Islandia może poszczycić się dzisiaj? Proces ten był o wiele dłuższy i trudniejszy, niż przedstawiają  obecne media, przywołujące historię strajku islandzkiego w kontekście polskiego  Czarnego Protestu.

W roku 1976 parlament islandzki faktycznie ogłosił oficjalne zrównanie w prawach kobiet i mężczyzn. De facto nie przełożyło się to na realną zmianę dysproporcji w płacach ani zwiększoną obecność pań w parlamencie. Choć Islandia może poszczycić się wczesnym nadaniem kobietom praw wyborczych (1915), to jednak o pierwszych sukcesach kobiet w polityce można mówić dopiero od 1980 roku, kiedy wraz z wyborem Vigdís Finnbogadóttir na prezydent (pierwszą na Islandii i pierwszą na świecie kobietę na tym stanowisku) przełamano polityczną dyskryminację (choć w parlamencie zasiadło wówczas tylko 5% kobiet, w tym późniejsza premier Jóhanna Sigurðardóttir). Zmiany przychodziły jednak z czasem, bo już po kolejnych wyborach, w 1983 roku, odsetek kobiet w parlamencie sięgnął 15%. Taki wynik należy jednak przypisać już działalności Kvennaframboð (dosł. kandydujące kobiety), ugrupowaniu, które starało się o dopisywanie kobiet do list wyborczych. “Długi piątek” nie został jednak zapomniany; w 1985 roku, na 10. rocznicę wydarzenia, kobiety wcześniej skończyły pracę, aby zakomunikować, że wiele jest jeszcze do zrobienia.

A co udało się dotąd wywalczyć? Obecnie Islandia uznawana jest za “raj dla kobiet”. Według danych na 2010 rok, w Islandii jest najwięcej kobiet czynnych zawodowo (76%), jak również kobiety wyprzedziły panów pod względem uzyskiwania wyższego wykształcenia. Do tego konsekwentnie walczy się z uprzedmiotowieniem kobiet: striptiz jest zakazany, natomiast korzystanie z usług seksualnych może podlegać karze. Bardzo możliwe, że strajk z 1975 roku faktycznie otworzył panom oczy, szczególnie na kwestie konieczności wspólnego wychowywania dzieci, bowiem od 2001 roku funkcjonuje na wyspie urlop tacierzyński, wynoszący 1/3 urlopu rodzicielskiego bez możliwości przeniesienia go na matkę – jest w całości płatny i wykorzystywany przez 90% mężczyzn (!), którzy – mamy nadzieję – nauczyli się już gotować dzieciom obiady i nie rozwiązują problemów wychowawczych zakupem nowych zabawek😉 Panie wciąż jednak nie mogą liczyć na pełne równouprawnienie w pracy; mimo zaostrzeń wprowadzających parytety do zarządów większych firm (których nieprzestrzeganie wiąże się z symbolicznymi grzywnami), kobiety wciąż zarabiają mniej od mężczyzn (dane są różne, mowa nawet o 70% wartości pensji męskiej).

Czy to jednak oznacza, że “Długi piątek” nie zdał egzaminu? Nic nie przychodzi szybko, ani łatwo, ale z pewnością żadna z protestujących 40 lat temu Islandek nie żałuje swojego wyboru. Można to zobaczyć i usłyszeć w spocie, który został przygotowany przez środowiska polonijne na Islandii, w którym mieszkanki wyspy zachęcają Polki do udziełu w Czarnym Proteście:

Islandika w Szwecji

W ubiegłym tygodniu członkini Studenckiego Klubu Islandzkiego, Emiliana Konopka, wypatrywała motywów islandzkich w swojej wyprawie do Sztokholmu i Uppsali. Choć obecność pewnych tropów i symboli islandzkich w innych państwach skandynawskich wydaje się być oczywista, warto zwrócić uwagę dlaczego i w jaki sposób są one ważne dla pojęcia “nordyckości” budującej (do dziś) tożsamość mieszkańców Północy.

1. Dział literatury islandzkiej w Stadsbiblioteket, Sztokholm

14075116_666525950162384_467697417_o

Wybudowana w latach 1924-1927 przez szwedzkiego architekta Gunnara Asplunda, miejska biblioteka sztokholmska mieści w swoich zbiorach około 400 000 woluminów w ponad 100 językach. Jednym z nich jest język islandzki, w którym to książki można odnaleźć na jednej z honorowych półek tuż przed wejściem do tej świątyni literatury. Na ścianie cylindra zwieńczonego ogromną kopułą kryjącą samo serce budowli można odnaleźć obok siebie książki w języku duńskim, norweskim, oraz islandzkim. Choć ten ostatni zbiór wydaje się być najmniejszy, można znaleźć tam dzieła autorów islandzkich w oryginale lub przełożone na język szwedzki. W centralnym katalogu biblioteki znajduje się 267 pozycji z Islandią (Island) w tytule, ale najważniejsze dla zbiorów są z pewnością przykłady literatury pięknej, w tym czternaście książek Halldóra Kiljana Laxnessa oraz sagi islandzkie i pozycje dotyczące mitologii i historii średniowiecznej Islandii.

 

 

 

2. Maskonury w Naturhistoriskamuseet, Sztokholm

14123441_666525960162383_2086150940_o

Fratercula arctica, czyli braciszek arktyczny, znany wszystkim jako maskonur zwyczajny, jest niezaprzeczalnym symbolem Islandii, ale występuje również w innych miejscach koła podbiegunowego, w tym na atlantyckim wybrzeżu Półwyspu Skandynawskiego, północnych częściach Wysp Brytyjskich, Irlandii, Danii, na Wyspach Owczych i Grenlandii, a nawet u wybrzeży Bretanii. Sztokholmskie Muzeum Historii Naturalnej prezentuje w swoich zbiorach wypchane okazy tego średnich rozmiarów ptaka z rodziny alk, którego gatunek opisał po raz pierwszy nie kto inny, lecz Szwed, Karol Linneusz. Lunnefågel pojawia się na ekspozycji dwukrotnie – po raz pierwszy wśród przedstawicieli ptactwa z całego świata, potem zaś możemy spotkać go w gablocie poświęconej gatunkom zagrożonym. Faktycznie, maskonur jest gatunkiem zagrożonym, jednak oficjalnie uznany jest za gatunek o najmniejszym według siedmiostopniowej skali ryzyku wyginięcia i wymagający “najmniejszej troski”. Dlatego na Islandii mięso maskonura bez problemu należy do jednej z ulubionych potraw oraz przysmaków polecanych turystom.Warto jednak podkreślić, że choć obecnie stał się popkulturowym znakiem wyspy, przez północne ludy wciąż uznawany jest za pośmiertną postać marynarzy i rybaków, którzy zginęli na morzu.

3. Kamienie runiczne w Sztokholmie i Uppsali

mde

Sztokholmskie Historiskamuseet przygotowało na ten sezon bardzo interesującą wystawę poświęconą Wikingom, zatytułowaną “From the Baltic Sea to Baghdad”, prezentującą w dość kompleksowy sposób życie codziennie i zwyczaje Wikingów. Już przy wejściu na wystawę zderzone zostają dwa obrazy Wikingów: popkulturowy, a więc wytworzony przez komiksy, filmy oraz propagandę nazistowską lat 30. ubiegłego wieku, wykorzystującą XIX-wieczną tradycję panskandynawską, której celem było stworzenie tożsamości nordyckiej opartej na postaci praprzodka-dzielnego Wikinga; oraz historyczny, reprezentowany przez znaleziska archeologiczne oraz najbardziej jednak imponujące pamiątki – kamienie runiczne. Są to różnych rozmiarów oraz mniej lub bardziej obrobione skały narzutowe zdobione runami  oraz nierzadko dekoracją ornamentalną. Powstawały one głównie w latach 200 – 1100 n.e., a więc odczytywane z nich inskrypcje dotyczą zarówno czasów pogańskich, jak i już wydarzeń po wprowadzeniu do Skandynawii chrześcijaństwa. Odnajduje się je na terenie dawnego występowania Wikingów, w tym głównie w Danii i Gotlandii, natomiast na terenie Półwyspu Skandynawskiego najwięcej kamieni runicznych można spotkać w Upplandzie, czyli regionie obejmującym Sztokholm i Uppsalę.

W samym Sztokholmie jedynym kamieniem runicznym in situ (choć w Historiskamuseet można podziwiać ich pokaźną kolekcję) jest ten wmurowany w ściany budynku na rogu ulic Prästgatan oraz Kåkbrinken. Częstą praktyką było wykorzystywanie kamieni runicznych jako materiału budowlanego, dlatego datowany na około 1000 rok obiekt jest starszy od samego miasta o około 200 lat! Inskrypcja głosi dość popularną informację o tym kto i na kogo wzniósł ten kamień, często miały one bowiem funkcję kommemoratywną.

Bez tytułu

Z kolei w Uppsali podziwiać można imponującą kolekcję kamieni runicznych na terenie katedry oraz parku uniwersyteckiego. Obiekty te zostały zainstalowane w dzisiejsze miejsca wtórnie, ponieważ znajdywano je przede wszystkim podczas prac remontowych katedry i przenoszono w pobliskie miejsca. Kolekcję kilkunastu kamieni z Uppsali uzupełniają również kamienie ze Starej Uppsali, znajdujące się w pobliżu tamtejszego kościoła.

4. Kurhany królewskie w Starej Uppsali

sdr

sdr

Najważniejszym punktem “islandologicznej” wycieczki była jednak Gamla Uppsala, miejscowość położona niecałe 5 km od centrum dzisiejszej Uppsali. To tam bowiem miała znajdować się legendarna świątynia pogańska opisywana przez Adama z Bremy i Snorre Sturlasona, centrum religijne skandynawskiego świata i budynek ociekający bogactwem złota i krwią składanych tam ofiar. Choć dzisiaj brak śladów świątyni wedle mitologii wybudowanej przez samego Freja (na tym miejscu stoi już kościół, pełniący długo funkcję katedry, potem przeniesionej do dzisiejszej Uppsali), pamiątką czasów czczenia Odyna i Freja są królewskie kurhany – wysokie kopce, w których zgodnie z tradycją pochowani mieli być pierwsi władcy Szwecji sprzed 2000 lat. Jak pisał Snorre Sturlason w Heimskringla, “Jednak od kiedy Frejr został pogrzebany pod kopcem ze skał w Upsali, wielu możnych stawiało kopce, aby uczcić pamięć swoich krewnych, i to tak często, jak często stawia się głazy.” Dzisiaj można wspiąć się na kopce i podziwiać z nich wieże gotyckiej katedry w Uppsali, a także poczuć magię tego miejsca, dosłownie jej posmakować, podnosząc z trawy jabłka z pobliskich drzew, kto wie, być może to na tych drzewach rosły złote jabłka Idun?🙂

29083756291_6225ed122e_k

5. Islandstorget, czyli Plac Islandzki

zdjęcie: http://www.stockholmdirekt.se/

Otwarta w 1952 roku stacja zielonej linii sztokholmskiego metra nosi nazwę Islandstorget od placu w Sztokholmie, który zyskał to miano dokładnie w 1936 roku. Nie wiadomo jednak, jaka jest historia nazwy tego miejsca; jedni uważają, że wiąże się to z odbywającymi się kiedyś w tym miejscu targami rybnymi, natomiast drudzy opowiadają się za wytłumaczeniem, że z uwagi na liczne znaleziska archeologiczne przywodzące czasy Wikingów plan nazwano islandzkim dla podkreślenia “starości” tego miejsca. Ważne jest to, że mieszkający w Sztokholmie Islandczycy utożsamiają się z tym punktem na mapie szwedzkiej stolicy, czego dowodem może być liczna grupa kibiców wspólnie świętujących spektakularne zwycięstwa islandzkiej reprezentacji na Euro 2016.

SKI o islandzkiej polityce

We wtorkowej (16.08.2016) audycji Polskiego Radia nasza członkini, ekspertka gospodarki i spraw zagranicznych Anna Patrycja Czepiel, interesująco opowiedziała o islandzkiej polityce i o tym, dlaczego aż 22 tys. mieszkańców kraju protestuje przeciwko rządowi. Skąd wynika społeczne rozczarowanie Islandczyków? Powodów należy szukać już od czasów kryzysu bankowo-finansowego w 2008 roku. Ostatnia afera Panama Papers tylko przelała czarę goryczy, doprowadzając do największych w historii kraju protestów – stwierdziła Patrycja. Teraz Islandię czekają w październiku przyspieszone wybory.

Islandczycy już od dawna mają władzom za złe lekceważące podejście. Na początek rząd, który miał być antidotum na problem sceny politycznej, wykazał się arogancją w 2009 r., kiedy po wyborach Partia Socjaldemokratyczna i ówczesna premier Jóhanna Sigurðardóttir przestała popierać partycypację obywateli i projekt tworzenia przez nich konstytucji. Ponadto nałożony został podatek energetyczny, który doprowadził do wielu zwolnień w energochłonnych firmach. Wybrana na nowo frakcja konserwatywna także rozczarowała Islandczyków – w kwestii referendum nt. wstąpienia do UE. Referendum w końcu nie odbyło się, a wniosek akcesyjny wycofano. Znów obywatele wyszli na ulice, bo nie pozwolono im wypowiedzieć własnego zdania. Nie zniesiono także podatku od energii elektrycznej, który miał być rozwiązaniem tymczasowym.

Faworytem w najbliższych wyborach jest świeżo powstała Partia Piratów (z poparciem sięgającym ponad 30%), która ma swoje odpowiedniki także w innych krajach. – To partia antysystemowa, jak Kukizowcy w Polsce czy tzw. ruch pięciu gwiazd we Włoszech – wyjaśnia Patrycja. – Te partie nie są  antysystemowe w kwestii polityki ekonomicznej, nie proponują zmian wolnorynkowych. Popierają ideę bezwarunkowego dochodu podstawowego dla każdego, czyli rozszerzenia opiekuńczości państwa. Ale są za to za demokracją bezpośrednią, aby obywatele brali udział w referendach i konsultacjach projektów prawnych. Postulatem islandzkiej PP (którą założyła w 2012 r. poetka Brigitta Jónsdóttir) jest zwiększenie transparentności procesów legislacyjnych i decyzyjnych – opowiedziała Patrycja. Transparentność,  która wydawać by się mogła oczywistym zjawiskiem w tak niewielkim kraju jak Islandia…

14034874_648719141945062_246325002626363847_n

Całej audycji można wysłuchać tutaj: http://www.polskieradio.pl/130/4428/Artykul/1655923/

Polecamy!

Wspólne kibicowanie

Takich piłkarskich emocji w Klubie jak dotąd nie mieliśmy! Zdarzyło nam się już co prawda wspólnie oglądać mecze z udziałem islandzkiej reprezentacji w piłce nożnej, ale w przypadku wystąpień Strákarnir okkar, “Naszych chłopców” na EURO 2016 piłkarskie emocje sięgnęły zenitu!

Już dwa lata temu rozpoczęliśmy współpracę z portalem Piłkarska Islandia, wraz z którym organizowaliśmy wówczas wspólne oglądanie meczów z eliminacji do Euro. W ubiegłym roku mieliśmy też okazję w nowym gronie oglądać transmisję towarzyskiego meczu Polska-Islandia. Teraz jednak Klubowi miłośnicy futboli zorganizowali spotkania w klubokawiarni Jaś i Małgosia, aby kibicować Islandczykom w meczach grupowych Euro. Tak więc 14, 18 i 22 czerwca byliśmy świadkami wspaniałych występów Chłopców, które dały im przepustkę do wyjścia z grupy. Członkowie Klubu i Przyjaciele kibicowali z odpowiednim ekwipunkiem: koszulkami z maskonurem oraz szalikiem w islandzkich barwach…

27 czerwca, większą grupą, poszliśmy do Machinarium przy Smolnej, aby w podziemiach wykrzyczeć wielokrotnie Áfram Ísland! Wraz z przybyłymi na mecz innymi miłośnikami Islandii oglądaliśmy legendarny mecz z Anglią, który potem doczekał się wielkiego odzewu mediów. Sami zresztą byliśmy tego udziałem, gdyż po spektakularnej wygranej Islandczyków nazajutrz spotkaliśmy się z wybuchem telefonów i maili z prośbą o wypowiedź w tej sprawie. W telewizji i radiu przez cały czwartek 28 czerwca można było słuchać i oglądać naszego opiekuna, dra Włodzimierza Pessela oraz byłego prezesa SKI, Łukasza Bukowieckiego, a także Członków Klubu: Julian Podgórski udzielił wywiadu TVNowi, Emiliana Konopka była w studiu Telewizji Polska 24, a przyjaciel SKI, Kuba Drzewiecki, wypowiadał się dla Superstacji. Wcale nie pytano nas o piłkę nożną, na czym w sumie przecież się nie znamy, ale okazało się, że media pragną jakichkolwiek informacji o Islandii. Stąd pytano nas o wszystko: jacy są Islandczycy? dlaczego Polacy chętnie wyjeżdżają na Islandię? czy pozostało w nich coś z wikingów? Staraliśmy się odpowiadać jak najlepiej, za wszelkie niedociągnięcia przepraszamy😉

13555597_10209946776373884_865378207_o

Wczoraj, 3 lipca, mieliśmy ostatnią okazję do kibicowania Chłopcom na Euro 2016. Niestety, po trudnym meczu z Francuzami, Islandczycy opuścili turniej na etapie 1/8 finału. Również i temu meczowi się przyglądaliśmy, choć tym razem zamiast okrzyków radości częściej słychać było jęki smutku i niezadowolenia. Nie pomogły nawet “wikińskie” okrzyki, które tak pięknie zapoczątkowali Islandczycy zasiadający na trybunach francuskich stadionów.

Islandio, nic się nie stało! Gratulujemy świetnego wyniku i przejścia do historii: drugiego Brexitu i tak długo Ci nie zapomnimy, ale w pamięci zapadnie nam nie tyle wygrana z Anglią, co emocjonalna narracja islandzkiego komentatora, wikińskie skandowanie i te urocze wyliczenia, skąd na Islandii wzięło się 23 piłkarzy…

P.S: Mecz Islandia-Anglia oglądało 99 procent Islandczyków. Wysęp Chłopców na Euro był powodem do domu całego narodu!