Dzień Islandzki

W sobotę 30 czerwca odbył się 6. już organizowany przez nas Dzień Islandzki. Dzięki współpracy z Kinem Elektronik mogliśmy poszerzyć tegoroczną listę atrakcji o pokaz trzech filmów islandzkich, a także mieliśmy wspaniałe warunki na przeprowadzenie warsztatów i spotkań.

Studencki Klub Islandzki UWs foto.

Harmonogram wydarzeń przygotowanych przez SKI:

Warsztaty
16:00 Warsztaty językowe: czytanie manuskryptów islandzkich z Hannah R F Hethmon (Uniwersytet w Reykjaviku) (WARSZTATY W JĘZYKU ANGIELSKIM).
16:30 Hnefatafl – szachy wikingów. Warsztaty przygotowane przez Studencki Klub Międzyepokowych Badań Historycznych

IMG_20180630_170023.jpg

We foyer kina można było również wziąć udział w konkursie z nagrodami, a także zakupić czasopisma Zupełnie Inny Świat oraz naszą najnowszą publikację „Islandia: Język. Naród. Natura”.

dav

dav

Spotkania w sali kinowej
18:00 Prezentacja firmy Islandia.org.pl i degustacja Skyru oraz ekipy Zupełnie Innego Świata
18:20 Projekcja dokumentu “ISOLAND: Islandzkie historie polskich emigrantów” reż. Kuba Witek. Po filmie spotkanie z reżyserem.
19:30 Spotkanie z Wojciechem Żołądkowicz z Projekt EDDA

sdrdav

Dziękujemy wszystkim gościom, którzy wzięli udział w Dniu Islandzkim! Do zobaczenia za rok!

dzienislandzki1.jpg

Advertisements

Nordic Talking

14 kwietnia w gdańskiej Sztuce Wyboru miała miejsce pierwsza edycja Nordic Talking, imprezy jednoczącej blogerów i internetowych influencerów interesujących się Skandynawią. Organizatorki przedsięwzięcia – Magdalena Łącka-Wojciechowska z Moods of Scandinavia oraz Magdalena Szczepańska i Ewelina Małkowska ze szkoły języka norweskiego Trolltunga – zaprosiły do udziału Emilianę Konopkę, autorkę fanpage Utulę Thule, dzięki czemu również i Studencki Klub Islandzki był reprezentowany na spotkaniu.

Bez nazwy

Podczas całodniowego spotkania o Islandii mogliśmy posłuchać aż trzy razy: najpierw w krótkim wykładzie Agnieszki Świątek-Brzezińskiej, która opowiadała o runach, potem w prezentacji Doroty Sosińskiej, która opowiadała o muzyce islandzkiej, prezentując mniej znane zespoły i artystów z Wyspy, a na koniec podczas panelu dyskusyjnego poświęconego życiu na emigracji w krajach skandynawskich – o Islandii wypowiadał się Piotr Mikołajczak, znany jako współautor książki Szepty kamieni oraz bloga IcestoryA podczas przerw można było kupić książki o Islandii oraz islandzki numer Zupełnie Innego Świata, w którym także maczaliśmy palce.

autorka zdjęć: Katrina Lukina

Nordic Talking był jednak przede wszystkim świetną okazją do poznania znanych nam od lat osób, których nigdy jednak nie widzieliśmy na oczy. Marcin Kozicki ze Stacji Islandia, dla której wielu Członków SKI pisze teksty, Martyna Zastrożna z fanpage W międzyczasie na Islandii, wspomniany już Piotr Mikołajczak z Icestory czy Marta i Adam Biernat z Bite of Iceland, Kuba Witek, który ostatnio nakręcił film o Polakach na Islandii, a także Jacek Godek, tłumacz literatury islandzkiej. Nie zabrakło też doktora Przemysława Czarneckiego z Poznania, którego akurat znamy bardzo dobrze, uczył nas w końcu islandzkiego 🙂

Studencki Klub Islandzki UWs foto.Na zdjęciu od lewej znane postacie, lecz być może mniej znane twarze: Piotr Mikołajczak (IceStory), Marcin Kozicki (Stacja Islandia), Emiliana Konopka (Utulę Thule), Jacek Godek, Kuba Witek, Martyna Zastrożna (W międzyczasie na Islandii).

Wielu entuzjastów Skandynawii miało też okazję nabyć u nas naszą najnowszą antologię, czym później chwalili się w swoich relacjach z powrotów do domu. Bardzo nam miło!

Bez nazwy1

PS: Pozostałych uczestników pierwszej edycji Nordic Talking i krótką relację z przebiegu wydarzenia możecie zobaczyć w filmiku przygotowanym przez Aldonę Hartwińską z Pofikasz? O Szwecji po polsku.

Premiera publikacji ,,Islandia. Język, Naród, Natura”

W czwartek w końcu mieliśmy okazję pochwalić się naszą długo wyczekiwaną publikacją ,,Islandia. Język, Naród, Natura”.

W książce znalazły się artykuły prezentowane podczas pierwszej uniwersyteckiej konferencji naukowej w pełni poświęconej Islandii, która miała miejsce w 2016 roku.

W klimatycznej klubokawiarni Między Wierszami na warszawskiej Pradze, autorzy i twórcy publikacji opowiadali o kulisach pracy nad książką.

dav

Na początek Emiliana Konopka przybliżyła nam historię powstania publikacji i dlaczego wyróżnia się na tle innych książek o Islandii. Dodatkowo dowiedzieliśmy się jak rozpoznać antologię naukową i dlaczego na efekt finalny czekaliśmy niemal dwa lata.

O projekcie okładki o ,,ukrytych” znakach wewnątrz książki opowiedział Julian Podgórski, który stworzył projekt okładki i zadbał o część graficzną.

W trakcie spotkania wywiązała się również interesująca dyskusja na temat różnych publikacji o Islandii. Wspólnie znaleźliśmy co najmniej kilka pomysłów i inspiracji na kolejne książki.

Porozmawialiśmy także na temat tytułu książki i znaczeniu języka, patriotyzmu i natury w Islandii.

Dziękujemy wszystkim uczestnikom spotkania i zachęcamy do lektury publikacji.

Więcej szczegółów znajdziecie na naszym fanpage’u, gdzie będziemy informować w jaki sposób możecie nabyć książki.

26731636_10213165866799515_680152857730944192_n

Chcesz dostać książkę? Napisz do nas: islandia.kn@uw.edu.pl

Polskie wątki w Reykjaviku

O tym, że na Islandii żyje wielu Polaków, nie trzeba nikomu przypominać. Akcje polonijne oraz najróżniejsze stowarzyszenia i instytucje zrzeszające Polaków na Wyspie mieszczą się głównie w Reykjaviku, ale nie o nich będzie dzisiaj mowa. Prezes Klubu, Emiliana Konopka, wybrała się na Islandię w – jeśli tak to można nazwać – podróż służbową, bo w stolicy udało jej się odwiedzić miejsca i spotkać z ludźmi, z którymi Klub planuje zacieśnić współpracę w tym roku.

Pierwszym zadaniem Emiliany było wystąpienie na Uniwersytecie w Reykjaviku w gronie studentów uczących się języka polskiego. Podobne spotkanie odbyło się niecały rok temu, kiedy to Islandczycy zapoznali się z działalnością Studenckiego Klubu Islandzkiego i zostali zaproszeni do wspólnego projektu zakładającego tandem językowy. Pomysł podstawowych rozmówek polsko-islandzkich powrócił także podczas drugiej wizyty na Háskóli Íslands, bo kurs języka polskiego rozpoczęła grupa nowych studentów. Po zaprezentowaniu działalności SKI mowa była również o projektach na nowy rok, w tym związanych ze wspólnym świętowaniem 100. rocznicy odzyskania niepodległości naszych krajów.

dav

Drugim przystankiem w reykjawickiej peregrynacji Emiliany była Biblioteka Polska mieszcząca się w budynku Ambasady RP w Reykjaviku. Prowadzi ją kobieta-orkiestra, Monika Sienkiewicz, która jest także dyrektor Szkoły Polskiej w Reykjaviku oraz nauczycielką języka polskiego na Uniwersytecie. Ta działalność, w którą zaangażowani są jeszcze inny polscy nauczyciele, pozwala polskim dzieciom na kontakt z językiem zarówno oprzez zajęcia sobotnie, jak i możliwość wypożyczenia książek sprowadzanych z Polski. W zbiorach biblioteki znajdziemy głównie tytuły adresowane do młodzieży, literaturę popularnonaukową, skandynawskie kryminały, ale też lektury szkolne oraz słowniki i encyklopedię, a także bogaty zbiór filmów polskich i czasopism. Monika zdradziła mi, że zainteresowanie biblioteką jest duże i dzieci tłumnie wypożyczają książki. Można tu znaleźć nawet naszą publikację!

davsdrsdr

Najważniejszym punktem wycieczki była jednak Ambasada RP, znajdująca się pod biblioteką. Jak się okazało, Emiliana miała wielkie szczęście, bo udało jej się spotkać z nowoobranym Ambasadorem, panem Gerardem Pokruszyńskim. Pan Ambasador sam ucieszył się na spotkanie, bo czytał o naszym Klubie i chciał się z nami skontaktować. Tym sposobem obie strony potwierdziły chęć nawiązania współpracy, a SKI ma na ten rok kilka naprawdę ambitnych pomysłów, więc nie pozostaje nam nic jak cieszyć się na wsparcie i poparcie ze strony samego Pana Ambasadora. O naszych projektach będziemy informować w swoim czasie, na razie możemy zdradzić tylko tyle, że Projekt 1918-2018 będzie miał na celu zacieśnienie współpracy studenckiej obu krajów przy okazji 100. rocznicy odzyskania niepodległości obu państw – Polski w listopadzie, a Islandii w grudniu. Trzymajcie kciuki, bo czeka nas wielkie przedsięwzięcie!

Wychodzi więc na to, że postanowieniem SKI na nowy rok jest poszerzenie granic swojej działalności. Nie będziemy promować Islandii tylko w Warszawie, ale także będziemy mieli okazję do promocji Polski w Reykjaviku!

Reykjaviku historia (mniej) znana

Podczas czwartego już pobytu w stolicy Islandii postanowiłam wybrać się na Free Walking Tour. Miasto jest niewielkie, a ja przemierzyłam je już pieszo we wszystkie możliwe strony (a centrum, czyli właściwie jądro miasta, tym bardziej), ale miałam dużo wolnego czasu i postanowiłam przekonać się, czy dowiem się czegoś więcej. Darmowy spacer po Reykjaviku, organizowany przez CityWalk.is, znalazłam na portalu Like a Local. Zarówno rezerwacja, jak i sam spacer był za darmo, choć oczywiście zgodnie z tradycją Free Walking Tours, wypadało przewodnikowy po zakończonym spacerze wręczyć sprawiedliwy napiwek.

Jak na złość, po dwóch pięknych i słonecznych dniach, dzisiejszy poranek okazał się pochmurny, zimny i ciężki od mokrego śniegu. Wizja dwugodzinnego spaceru w takich warunkach trochę mnie zniechęciła, tym bardziej, że właściwie do 10 (czyli czasu rozpoczęcia spaceru) Reykjavik dopiero budził się z nocnych ciemności. Ale ostatecznie nie poddałam się, podobnie jak kilkunastoosobowa grupa turystów z całego świata, którzy postanowili poświęcić swój czas sympatycznemu Tómasowi, studentowi historii na Uniwersytecie w Reykjaviku, który w bardzo dowcipny  i lekki sposób przedstawił nam swoje miasto. Jego narracja składała się oczywiście z faktów oczywistych dla fana Islandii, takich jak podstawowe wiadomości historyczne i geograficzne, jak i ciekawostki językowe. A mimo to dowiedziałam się wielu nowych rzeczy lub zwróciłam uwagę na szczegóły, których wcześniej nie dostrzegałam.

1. Ten niewielki kościółek obok parlamentu to katedra

Żeby nie było: wiem, że Hallgrímskirkja to nie katedra. Wielu turystów tak myśli, bo jest największym, najokazalszym i najczęściej fotografowanym kościołem w Reykjaviku, a właściwie na Islandii. Ale to nie katedra. Myślałam, że katedrą jest neogotycki  Landakotskirjka. I jak się okazało po późniejszym przejrzeniu Wikipedii, nie byłam tak do końca w błędzie, bo owszem, to katedra, ale rzymskokatolicka. Jednak Islandia to raczej kraj luterański, więc i katedrę muszą mieć także luterańską. I to właśnie drewniany kościółek przy Lækjargata jest oficjalną katedrą Reykjaviku. Budynek ten jest na tyle niepozorny, że choć zwracał wcześniej moją uwagę swoim minimalizmem i urokiem, nigdy nie wchodziłam do środka. A może warto zwiedzić ten budynek, choćby dlatego, że zaprojektował go sam Bertel Thorvaldsen!

2. Na budynku Parlamentu znajduje się pusty maszt

Znalezione obrazy dla zapytania alpingi reykjavikźródło zdjęcia: Free City Travel

To prawda. Może nie jest to rzecz, na co zwracamy uwagę, ale jak już się tak zastanowić, to na większości budynków użyteczności publicznej najczęściej znajdziemy flagę. Nawet Ambasada Rzeczpospolitej Polski w Reykjaviku ma wywieszoną flagę niemal codziennie. A na budynku Althingu flagę zauważymy dopiero od święta, a dokładniej 17 czerwca.  Dlaczego? Tómas twierdzi, że Islandczycy niespecjalnie obnoszą się ze swoją flagą. To nie tak, że jej nie lubią, wręcz przeciwnie, trójkolorowy symbol Islandii to jeden z najczęściej wykorzystywanych motywów, również w przemyśle turystycznym. A mimo to flagi islandzkie (choć tak widoczne w sklepach z pamiątkami), nie ozdabiają budynków publicznych. Może ta niechęć do afiszowania się flagą to efekt “niechęci” do Duńczyków? Tómas wielokrotnie, oczywiście z przekorą, podkreślał, że od czasów odzyskania niepodległości za wszystko obwinia się Duńczyków. A Duńczycy uwielbiają swoją flagę, wtykając ją wszędzie na każdą okazję, nawet w dniu urodzin kota 😉

3. W budynku Urzędu Miasta jest darmowe wifi

To był pierwszy (i niestety tylko jeden z dwóch) przystanek w ciepłym wnętrzu, dający więc możliwość uwolnienia dłoni z grubych rękawiczek i rozgrzania rąk. Jako że szybko marznę w kończyny, szybko zrezygnowałam się z robienia notatek czy robienia zdjęć wszystkiemu, co pokazywał nam Tómas. Stąd nie wszystkie zdjęcia w tym poście są moje (co zaznaczam w opisach pod nimi). W ciepełku można dorwać się do telefonu, ale też rozleniwić i nie do końca wsłuchiwać się w to, co mówi przewodnik… Muszę przyznać, że trochę głupio byłoby grać złego uczniaka, ale znajdująca się w Urzędzie Miasta mapa Islandii była tylko punktem wyjścia do opowiadania rzeczy, które już wiedziałam. Więc szybko połączyłam się z darmowym wifi i nadrobiłam zaległe wiadomości, nowe posty na Utulę Thule i fotki na Instagrama…

4. Na jednym z głównych placów miasta znajdował się kiedyś cmentarz

Chodzi o Fógetagarður, plac znajdujący się tuż obok Parlamentu. To tu stoi pomnik Skúliego Magnússona, zwanego Skúli Fógeti, czyli Szeryf. To on w XVIII wieku zastał Reykjavik murowany, a zostawił drewniany. Serio. W tamtym czasie największe miasto Islandii liczyło tylko kilkudziesięciu mieszkańców, a najstarsze (czy właściwie: jedyne) domy budowane były ze skał. Skúli przywiózł ze sobą jednak sporo drewna i wybudował kilka nowych domów, które były atrakcyjniejsze choćby dlatego, że lepiej trzymały ciepło. Część tych domów, a właściwie ich fundamenty, można oglądać w ścisłym centrum miasta. Dziś oczywiście pokryte są blachą, ale jednak mają długą tradycję, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Niegdyś domy dla biedoty, dzisiaj stanowią najdroższe mieszkania w Islandii. Właściwie nie wiadomo, jaka jest wartość pojedynczego domu w tej dzielnicy, bo rzadko kiedy wystawiane są na sprzedaż.

Ale miało być o cmentarzu. Przy placu znajduje się stosunkowo współczesny budynek, a jego budowa wymagała oczywiście głębokich wykopów. Podczas prac natknięto się na mnóstwo kości, wiele z nich datowano nawet na X wiek! Okazało się więc, że znajdował się tu najstarszy cmentarz na Islandii, w pewnym momencie zabetonowany. Niestety nie wiadomo kto i kiedy podjął taką decyzję. Można jednak odnaleźć kilka zachowanych tablic nagrobnych będących pamiątką po pierwotnej funkcji placu.

5. Tylko 0,1% mieszkańców stolicy nie zna języka angielskiego

To oczywiście niepotwierdzone info. Ale przyznajmy się, że raczej jak już przyjedziemy do Reykjaviku, to nie zagadujemy do wszystkich po islandzku, ale właśnie po angielsku. I wszędzie się dogadamy. O tym, że Islandczycy kochają swój język i dbają o niego, wiemy doskonale. Że nawet starsze pokolenie posługuje się nim płynnie, też wiemy. Ale oczywiście nie każdy musi chcieć komunikować się z nami po angielsku. Więc tak na wszelki wypadek Tómas dał nam szybką lekcję języka islandzkiego. Miało być oczywiście śmiesznie, więc wybrał takie zdania lub słowa, które są trudne do wypowiedzenia. Tak jakby islandzki w ogóle był językiem łatwym do wypowiadania 😉

6. Słupy bazaltowe na Ingólfstorg to herb miasta

A właściwie mają nawiązywać do herbu miasta, jakim jest tarcza z dwoma palami drewna dryfującego na falach oceanu. Zarówno herb, jak i “pomnik” na Ingólfstorg nawiązują do legendy o powstaniu miasta Reykjavik. Według sagi (której fragment odczytamy na jednym z bazaltowych słupów w centrum miasta), Ingólfur Arnarson przed wyprawą na Islandię zabrał ze sobą dwie belki ze swojego rodzinnego domu. Miały stać się podstawą konstrukcji nowego budynku, który planować zbudować w nowej ojczyźnie. Jak wiemy, przed dopłynięciem na ląd, wyrzucił za burtę owe belki i postanowił osiedlić się w miejscu, w którym morze wyrzuci je na brzeg. Było to właśnie w Zatoce Faxa, tu więc Ingólfur postanowił założyć miasto. Nadał mu nazwę Reykjavik, od dymów geotermalnych unoszących się nad zatoką.

Owe belki stały się herbem miasta, który możemy odnaleźć w każdym miejscu stolicy, na budynkach, koszach na śmieci, a nawet na ramieniu Jóna Gnarra, byłego prezydenta Reykjaviku. “Instalacja” składa się z dwóch słupów bazaltowych, tak charakterystycznych dla krajobrazu Islandii, do których podłączone są rury. Podobno według pierwotnego zamysłu miała buchać z nich para, ale “coś nie wyszło”. W każdym razie miejsce to ma przypominać o początkach miasta.

7. Zimą nie odśnieża się tu chodników

dav

Doświadczyłam na własnej skórze. Miasto nie fatyguje się w tej kwestii, bo w sumie nie musi. Śnieg na głównych ulicach stopnieje sam dzięki podprowadzonym rurom z gorącą wodą, a jeśli mieszkańcy martwią się o swoje zdrowie to muszą sami zaopatrzyć się w raki 😉 Więc spacerowiczów po mieście można podzielić na dwie grupy: tych, którzy dziarsko maszerują po lodzie, a nawet uprawiają poranny jogging i tych, którzy ślizgają się, walcząc o skończenie wyprawy w jednym kawałku. Nawet ścieżki rowerowe nie są tu odśnieżane, a i tak można spotkać czasem dzielnego rowerzystę.

Tam, gdzie nie doprowadzono rur z geotermą, poprzestano na żwirze albo po prostu nic nie zrobiono. Dziwnym trafem ulice są zawsze czarne.

8. Na zamarzniętym Tjörninie grywano w piłkę nożną

IMG_20180126_093740.jpg

Wciąż trudno mi w to uwierzyć i podejrzewam, że Tómas wciskał nam kit. Nie dlatego, że moim zdaniem lód na jeziorku w środku miasta jest zbyt kruchy, żeby po nim chodzić. Wręcz przeciwnie, w styczniu można zaobserwować tu rodziców z wózkami i dzieci maszerujące po lodzie. Tjörnin nie jest aż tak głęboki, może tylko na samym środku, więc w przypadku załamania się lodu grozi nam tylko kąpiel w zimnej wodzie, ale nie utonięcie. Ale czy da się grać tutaj w piłkę nożną? W dobrych korkach byłoby to chyba nawet możliwe 😉

9. Wejście do Harpy i na Perlan jest do tego roku płatne

dav

Niestety.

10. W ostatni piątek miesiąca można napić się lokalnego Gulla w promocyjnej cenie

Znalezione obrazy dla zapytania studentakjallarinn reykjavik
źródło zdjęcia: Lonely Planet

Piwo za 560 koron w piątkowy wieczór? Do tego w towarzystwie studentów z całego świata? To miła niespodzianka dla wszystkich przyzwyczajonych do cen z centrum miasta. A wspomniane Stúdentakjallarinn nie znajduje się znowu tak daleko, bo tuż obok głównego budynku Uniwersytetu w Reykjaviku. Wystarczy przespacerować się wzdłuż brzegu Tjörnina w kierunku zawsze widocznych wysokich budynków Muzeum Narodowego i Uniwersytetu. W ciągu dnia można tu zjeść tani lunch i napić się kawy, a wieczorami napić się piwa, posłuchać muzyki (czasem na żywo!) i pograć w planszówki.

 

 

Czy znacie jeszcze jakieś inne ciekawostki dotyczące Reykjaviku? Podzielcie się z nami, zawsze chętnie uczymy się czegoś nowego o stolicy Islandii 😉

Hallormsstaðaskógur – czyli co kryje się w islandzkim lesie

Wśród moich ulubionych stereotypów na temat Islandii jest powiedzenie, że nie można się tu zgubić, a zaraz po nim, że nie ma tu drzew, a już tym bardziej lasów.

Stąd prezentuję Wam Hallormsstaðaskógur – 740 hektarów lasu rozciągającego się wokół jeziora Lagarfljót. Jest to pierwszy narodowy las na Islandii, otaczany opieką od 1905 roku.

Chwilowo można się poczuć jak w Polsce. Czerwone porzeczki, jagody i grzyby są tu nie lada atrakcją zarówno dla turystów, jak i Islandczyków, którzy uwielbiają to miejsce.

20178122354485006

Co urzekło mnie najbardziej? Spokój, cisza i to, że turyści jeszcze nie odkryli, jak wiele atrakcji skrywają okolice i najczęściej traktują je jako przystanek między jeziorem Mývatn lub miejscowością Húsavík.

Postanowiłam przygotować dla Was kilka pomysłów na spędzenie czasu, jeśli zwiedzacie wyspę nieco dłużej albo mieszkacie w innej części.

1. Atlavík

Jedno z najpopularniejszych miejsc kempingowych w okolicy. Idealna lokalizacja dla niezdecydowanych: z jednej strony jezioro, z drugiej lasy. Częściej można tu znaleźć Islandczyka niż turystę, co akurat uważam za dodatkową zaletę. Kiedy zmęczę się oglądaniem widoków, zawsze wybieram jedną z wielu ścieżek wspinaczkowych.

IMG_20170714_211247.jpg

2. Skriðuklaustur

Zaledwie kilkanaście kilometrów dalej i znajdujemy się w XVI-wiecznym klasztorze i domu Gunnara Gunnarssona – znanego islandzkiego pisarza. Wskazówka dla spostrzegawczych: polecam poszukać polskich akcentów 🙂

To idealne miejsce dla tych, którzy chcą poznać nieco historię budowli islandzkich i ludzi, którzy pracowali nad nimi.

Dav

3. Vallanes

Tych, którzy myślą, że islandzka kuchnia to tylko ryby, baranina i nabiał, zachęcam do odwiedzenia farmy z żywnością organiczną. To niepozorne miejsce niesamowicie mnie zaskoczyło jakością produktów, przygotowaniem i sposobem podania. Właściciele sami obsługują gości. Możecie też na własne oczy zobaczyć składniki, które rosną tuż za oknem. To zdecydowanie moje ulubione miejsce w okolicy.

DavIMG_20170715_145336.jpg

4.  Horse riding

Mam też coś dla wielbicieli koni islandzkich. W Hallormsstadur skorzystajcie z okazji i wybierzcie się na konną wycieczkę leśnymi szlakami. Trudność trasy jest uzależniona od waszego doświadczenia. Tym, którzy po prostu lubią oglądać konie z bliska, wystarczą do tego dwa jabłka 🙂

20196631_846481902192335_714099149_o

5. Hengifoss

Mimo że jest to jeden z największych wodospadów na wyspie (128 m) i wspomina się o nim niemal w każdej broszurze reklamowej, do tej pory omijałam to miejsce i nie zdawałam sobie sprawy, jakimi pozwala cieszyć się widokami. Koniecznie zwróćcie uwagę na przepiękne kolumny bazaltowe!

IMG_20170704_123757.jpg

Byliście w okolicach? Chcielibyście poznać więcej ciekawych, mniej komercyjnych atrakcji?
Czekamy na Wasze sugestie i pytania!

Autor i zdjęcia: Marlena Pilch

Oko w oko z Egillem Skallagrímssonem

davsdr

Zapewne podróżując po Islandii, szczególnie popularną Jedynką, nie wpadlibyśmy na to, żeby zatrzymać się w Borgarnes, miejscowości położonej około godzinę drogi na północ od Reykjaviku. A jeśli już się tam zatrzymamy, to nie skończmy naszej wycieczki na stacji benzynowej, ale spróbujmy dojechać do centrum (to tylko 3 min drogi!), gdzie czeka nas dużo niespodzianek. Jadąc główną Borgarbratu, po lewej stronie miniemy zjazd na darniowe domki – Hlíðartúnshús, które liczą sobie już sto lat! Warto tam podjechać, bo z tego punktu roztacza się piękny widok na zatokę.

Dalej docieramy do końca cyplu i głównej atrakcji miasta: The Settlement Centre. Z zewnątrz wygląda dość niepozornie, ale banery przed wejściem informują, że muzeum to zdobyło tytuł najlepszej atrakcji islandzkiej 2016 roku wg Trip Advisor. Choć ceny biletów nie zachęcają (1.900 kr ze zniżką studencką), duży sklep pełen wikińskich pamiątek, a przede wszystkim wyjątkowość miejsca – część akcji Sagi o Egilu dzieje się właśnie w Borgarnes (w sadze zwanym jako Digranes), a siedzibą muzeum jest jeden z najstarszych budynków miasta.

Co czeka w środku? Dwie interaktywne ekspozycje z audioprzewodnikiem, których zwiedzenie zajmuje łącznie pełną godzinę. Pierwsza wystawa traktuje o pierwszych osadnikach na Islandii – zostajemy wprowadzeni w historię podróży wikingów, możemy obejrzeć fragmenty łodzi i ich pomniejszone modele w celu zrozumienia wyjątkowości sprzętów wikińskich. Można nawet wejść na dziób łodzi i poczuć się jak w podróży przez morskie fale. Do tego poznajemy sylwetki najważniejszych osadników Islandii, sposób organizacji władzy w pierwszych latach istnienia nowej społeczności, oraz zasady funkcjonowania Althingu.

davdav

Trzeba jednak niestety przyznać, że spora część wystawy powstała na zasadzie “zapchajdziury”. W połowie znajdujemy się w plastikowej “gęstwinie”, otoczeni zdjęciami i filmikami przedstawiającymi islandzką faunę i florę, a audioguide informuje nas, że możemy poczuć się jak pierwsi osadnicy, którzy odwiedzają dziewiczą Islandię. Brak tu konkretnych eksponatów, całość wypełnia jedynie światło i dźwięk. I sztuczna trawa.

dav

Pierwszą ekspozycję ratują dwie makiety z przyciskami, które podświetlają się w miejscach ważnych dla narracji audiobooka. Pierwsza z nich to mapa całej Islandii, dzięki której możemy śledzić kolejne etapy osadnictwa, druga zaś to już wycinek jednego regionu kraju, z którego dowiadujemy się etymologii najstarszych osad oraz nazw rzek.

IMG_20170729_181929.jpg

Wystawa kończy się bardzo pomocnym drzewem genealogicznym, na którym znajdziemy postaci występujące w najstarszych sagach. Jedną z nich jest saga o Egillu, której poświęcona jest odrębna ekspozycja. W niej poznajemy treść sagi ilustrowanej współczesnymi płaskorzeźbami i instalacjami z drewna. To chyba właśnie one są atutem tej wystawy, bo w bardzo ciekawy sposób łączą starą historię z nowoczesnością. Numerowane stanowiska wprowadzają nas kolejno w historię Egilla, niepokornego skalda, który nie raz musiał stawić czoła nieprzychylnym członkom swojej rodziny czy potężnym królom europejskim. Niemal zawsze wychodził z opresji dzięki magii poezji -Egil uważany jest za najbardziej utalentowanego poetę swoich czasów, prekursora poezji skaldycznej na Isladnii, a nawet rymowanej poezji w północnej Europie. Poznajemy fragmenty jego wierszy, w tym choćby słynny Sonatorrek, poemat ułożony po stracie ukochanego syna Egilla, w którym padają nawet oskarżenia w kierunku niesprawiedliwych bogów.

Jeśli chcecie poznać pełną historię Egilla, koniecznie odwiedźcie Borgarnes. Przyjemną niespodzianką jest audioguide w języku polskim. Ten niezwykle sympatyczny głos wydaje się jednak skądś znajomy… Wszystko staje się jasne, pod koniec opowieści: “Nazywam się Jacek Godek…”.

Polecamy!