Seminarium islandzkie cz.1

Niewielka salka na 12. piętrze Pałacu Kultury Nauki zamieniła się w klub miłośników Islandii. W tle zdjęcia krajobrazów z wyspy, cicha muzyka Low Roar, a na pierwszym planie mnóstwo informacji i uwag – tak było podczas pierwszego spotkania z dwuczęściowego cyklu seminarium islandzkiego organizowanego przez Collegium Civitas. O różnych aspektach Islandii opowiedzieli nam prof. dr hab. Dariusz Rott – którego referat miał tytuł “Wizerunek Islandii w polskim reportażu podróżniczym od XVII do XXI w.” i dr hab. Lidia Pokrzycka – z referatem pt. “System medialny Islandii. Ogólna charakterystyka”. Obydwoje uczonych wykładało m.in. również na University of Iceland w Reykjaviku.

20150226_171814

Ale nie dajcie się zwieść nudnym tytułom referatów! Od razu dało się zauważyć, że zaproszeni goście to prawdziwi pasjonaci Islandii. Poza tym czy o tym miejscu można mówić nieciekawie? 😉 Dariusz Rott zrobił krótki przegląd polskich publikacji poświęconych Islandii. Już na początku wspomniał m.in. o publikacji, w której “maczaliśmy palce”, czyli o “Islandia. Wprowadzenie do wiedzy o społeczeństwie i kulturze” i o “Islandzkich zabawkach”, których autor, Mirosław Gabryś, był niegdyś gościem jednego z naszych spotkań. Ale w ciągu następnych minut znalazł się czas, aby wymienić jeszcze kilkanaście innych wydawnictw. Okazuje się, że pierwszą książkę o Islandii w jęz. polskim napisał Czech Daniel Vetter, który na wyspę popłynął mając 21 lat, skrzętnie notował, aby ponad dwadzieścia lat później wydać na temat “Islandyji” przewodnik turystyczny całkiem przypominający te współczesne. Swoje relacje z podróży opublikował też Edmund Chojecki czy Wacław Nałkowski (ojciec nieco bardziej znanej Zofii), jednak jego opis, mimo że obrazowy, był, jak określił go Rott, “imaginacyjny”, ponieważ autor nigdy na Islandii nie był. W podobnym czasie na Islandię już się jednak wybrał Ferdinand Goetel. Jemu wyspa skojarzyła się z nastrojem funeralnym, wręcz apokaliptycznym (podejrzewał, że zastane tam przyrodnicze okoliczności wieszczą rychły koniec świata).Z kolei Bohdan Czeszko w latach 60. skwitował sprawę krótko: “Islandia jest jak Wołomin”, a główną uwagą Wolanowskiego był zauważalny problem alkoholowy Islandczyków.

20150226_171846

Kilka książek, o których była mowa mogliśmy zresztą obejrzeć, np. publikację “Spotkania ze światem” uzupełnioną o znaczki (gratka dla filatelistów).

20150226_174314
20150226_174504

Lidia Pokrzycka poruszyła tematy znacznie bardziej współczesne – system medialny Islandii. Oczywiście, kiedy przebrnęła już przez wątki historyczne, jak pierwszy dziennik islandzki – wydawany od 1930 roku “Morgunblaðið”. Dziennik jak to dziennik, pisał dużo o rybołówstwie, przepisach kucharskich, pogodzie, a mniej więcej od 5 strony o… polityce. Jednak z czasem prestiż gazety upadł. Za to już od 75 roku głównie o polityce, a raczej o politykach i ich wpadkach, pisał “GV” – jedyny tabloid na wyspie (na pierwszy rzut oka wygląda zupełnie jak nasz Super Express”).

20150226_17444220150226_174428

Po 2000 roku zaczął ukazywać się za sprawą zagranicznego kapitału Reykjavik Grapevine, bardzo prestiżowa anglojęzyczna gazeta. Prestiżowa, bo w przeciwieństwie do wielu islandzkojęzycznych pism, obiektywna. Lidia Pokrzycka wspomniała bowiem, że wiele islandzkich mediów jest zależnych – tkwią w układach, bo wydają je różni prominenci. Inwestycje koncernów w media są zagrożeniem dla wolności słowa – dziennikarze w mediach islandzkojęzycznych bardzo się pilnują, zdecydowanie swobodniej wypowiadają się ci publikujący mediach anglojęzycznych. To nie jedyna plama na mediowym wizerunku Islandii. Islandzcy dziennikarze skarżą się na nie najlepszy stan ich branży i rynek pracy, a do tego marną edukację. Z troski o lepszy byt połowa z nich zapisała się do związku zawodowego (warto zobaczyć na poniższym zdjęciu, za którego wyjątkowo kiepską jakość przepraszamy!).

20150226_175725

20150226_183441

Ale było też więcej przyjemnych, ciekawostkowych tematów. Na przykład w Islandii funkcjonują bardzo małe czasopisma, jak magazyny kobiece, obejmujące powiedzmy dwie wioski. W telewizji Islandczycy uwielbiają oglądać programy amerykańskie, Disney’a, talk show’y, seriale… A zdani od 1966 do 1989 roku na stację państwową RUV nie mogli oglądać telewizji w czwartki. Oficjalnie przerwy w programie występowały z powodu konieczności konserwacji sprzętu, a jak zwykło się mówić nieoficjalnie – po to, aby zachować żywym zwyczaj czytania w domach na głos sag. Lidia Pokrzycka chwaliła reklamy w islandzkich magazynach – przepiękne zdjęcia dotyczące turystyki (komu nie podoba się zorza polarna?!), przyrody, jedzenia….

Islandczycy nie tolerują inwestowania kapitału zagranicznego w rodzime media, “Dlaczego wpuszczacie w swoje media obcokrajowców?!” dziwią się w rozmowie z Polakami. Dla Islandczyków media bowiem to dziedzictwo kultury, nawet historycznie mocno związani z Islandią Duńczycy powinni się trzymać od ich mediów z daleka 😉

20150226_182058

Ostatnią część spotkania wypełniła dyskusja z osobą prowadzącą i widownią. Pojawiły się m.in. kwestie odpowiedzialności mediów za kryzys finansowy (według Pokrzyckiej większość zamiatała problem pod dywan), zmiany postrzegania Islandii w zapiskach podróżniczych, na co Dariusz Rott przytoczył w odpowiedzi najczęstsze stereotypy i komunały niezmiennie powtarzane w opisach Islandii, jak np. “kraina ognia i lodu”. Dowiedzieliśmy się także, że najlepszym prezentem dla Islandczyka od Polaka będzie niebieskie Prince Polo – jedyna odmiana wafelka na wyspie to ta klasyczna, w żółtym opakowaniu.

Za tydzień, 5 marca, odbędzie się drugie i ostatnie spotkanie seminarium islandzkiego, poświęcone polskim imigrantom. Do zobaczenia na 12. piętrze Pałacu Kultury!

Advertisements

Wikingowie: fakty i mity

10966651_10202782343354621_862792513_n

Brudny brutal z rogatym hełmem czy schludny mężczyzna z grzebieniem, okaz zdrowia, a do tego robiący pranie co sobotę – jaki był wiking? Uwaga: popkulturowe stereotypy podsuwają błędne podpowiedzi.

W kolejnym spotkaniu z cyklu Islandzkie Opowieści dla Dorosłych, we wtorek 17 lutego, rozprawiliśmy się z szeregiem mitów na temat wikingów. Na pytanie, kto ogląda popularny serial o tym tytule podniósł się las rąk, ale na szczęście nie wszyscy dali się nabrać na wymysły scenarzystów i popkulturową wersję realiów historycznych. Niektórzy goście na widowni wręcz zadziwili swoją znajomością faktów i odkryć, czym świetnie uzupełnili temat spotkania.

Przed spotkaniem w radiu Kampus Emiliana Konopka opowiedziała, że zainteresowanie wikingami wypłynęło z samej literatury i sag islandzkich, gdzie tradycja wikingów jest wciąż żywa. Trudno jednak powiedzieć, kim byli wikingowie. Do odpowiedzi na to pytanie przybliżyło nas znacznie poprowadzone przez Emilianę wieczorne spotkanie w bibliotece Przy Zawiszy.

spotkanie wikingowie

Czasy wikingów to okres, kiedy powstawały współczesne państwa, Dania, Norwegia, Szwecja, przyjmowano chrześcijaństwo i wznoszono pierwsze miasta. Samo określenie wiking ma aż cztery źródła: osoba walcząca na morzu (vikingr), wyprawa morska (viking), ogólne określenie Skandynawów czy klasa wyższa – wojownicy.

Znamy dobrze mit łupieżcy, który gwałcił i rabował mieszkańców zamorskich krajów. Rzeczywiście wikingowie często podróżowali, zresztą przysłużyli się rozwojowi podróży statkami, ale niewielu kradło i łupiło. Na co dzień zajmowali się rodziną i gospodarstwem, chodzili na thingi i grywali w gry planszowe. A wypływali także po to, aby się uczyć na królewskim dworze, sprzedawać towary, poznawać świat. Byli żądni przygody, ziemi i wolności. I pewnie gdyby nie te cechy, nie udałoby im się dopłynąć do Ameryki przez Kolumbem. W zależności od okoliczności udawali się na Zachód i Południe w celu sezonowych pirackich grabieży, czasem dla handlu i zakładania faktorii kupieckich, a czasem wikińscy hawdingowie stawali na czele armii, by rozszerzyć zasięg panowania.

5761_grabienie-nadmorskich-osad

Nie przypominali kreskówkowego Obelixa (może poza rudymi wąsami). Byli wysocy (średnio 170 cm, czyli niemało jak na tamte czasy), zgodnie z ówczesnym kanonem męskiego piękna rozjaśniali włosy i splatali je w staranny warkocz z tyłu głowy, której wcale nie przykrywali hełmem z rogami (tak naprawdę odnaleziono tylko jeden hełm tego rodzaju). W każdą sobotę robili pranie (na Islandii sobota do dziś nazywana jest dniem prania), byli zadbani, czyści i zdrowi, a nawet odporni na choroby, także te genetyczne.

Odznaczali się także szczególnymi przymiotami charakteru: byli bardzo honorowi, hojni, gościnni i za wszelką cenę starali się nie łamać przysiąg (oznaczało to utratę honoru!). Prowadzili z reguły spokojne życie, ale nie brakowało im odwagi, siły fizycznej i bohaterskiej zdolności do niezwykłych wyczynów. Kodeks postępowania z ery wikingów zawarty był w… poematach. Jedna z części Eddy, Havamal, czyli Pieśń Najwyższego (Odyn), przekazuje w aforystyczny sposób staroskandynawską etykę, której głównymi podmiotami są germańscy wojownicy.

Wikiński sposób prowadzenia wojen i walk, a także imanie się pewnych źle widzianych praktyk (jak handel niewolnikami i niewolnicami dla usług seksualnych), były powszechne w tamtym czasie. Za to wbrew powszechnym skojarzeniom wikingowie przyznawali wysoki status i pozycję kobietom, które mogły decydować o sobie w ważnych sprawach.

Kiedy zasiadali do stołu, aby palcami jeść zakonserwowane mięso, nie popijali z ludzkiej czaszki. Choć popić piwo, miód i wino lubili, podobnie jak bawić się przy śpiewach skaldów, występach kuglarzy i akrobatów. I, co może trudno sobie wyobrazić, jeździli także na nartach.

Prawdziwi wikingowie, mimo że odbiegają od popularnych stereotypów, pozostają barwnymi postaciami. Trudno się dziwić, że ich podkoloryzowane wyprawy są dobrym tematem filmów przygodowych. Na pewno nie nadaliby się na bohaterów tragedii ani komedii romantycznych – brakowało wielkich porywów serca i walk o tą jedną jedyną ukochaną. Będąc wikingiem, postępowało się rozważnie, a troski znosiło w milczeniu.

A tutaj można obejrzeć prezentację i samemu przekonać się, czy dobrze oceniacie “fakty” i “mity” dotyczące Wikingów 😉 wikingowie