Jedź, zwiedź i… pracuj

Na pierwsze spotkanie z cyklu  “Jedź, zwiedź i…”, które dotyczyło pracy sezonowej na Islandii, zaprosiliśmy 24 listopada do klubokawiarni Kicia Kocia na Grochowie. Jak się przygotować na taki wakacyjno-zarobkowy wyjazd i czego można oczekiwać – opowiadała Marlena Pilch. Członkini SKI podzieliła się swoją historią zarobkowego wyjazdu  na Islandię i spostrzeżeniami, które kolekcjonowała przez trzy kolejne lata, kiedy to wracała do pracy w hotelu w małej islandzkiej miejscowości.

unnamed (3).jpgMarlena od razu przyznała, że jej przygotowanie do pierwszego wyjazdu, świeżo po maturze, było właściwie żadne. Spakowała trampki i postarała się trafić z lotniska do zanotowanej na kartce miejscowości z zaledwie 20 euro w kieszeni. Jak będzie wyglądać jej praca w kompleksie guesthousowym, dowiedziała się na miejscu. Docelowo szef zatrudniał Polaków, na miejscu były jeszcze trzy osoby, z czasem zespół się powiększył. Przydzielono ją do pracy w recepcji restauracji.- Inaczej wyobrażałam sobie całe to miejsce i zupełnie nie czułam się gotowa na takie stanowisko – powiedziała.  Jak na pokrzepienie islandzki szef tłumaczy i pokazuje wszystko od podstaw: jak używać ścierki, jak komputera… Nie można przy tym okazać zniecierpliwienia, odpowiadając “Przecież ja to wiem!”, tylko słuchać cierpliwie. Islandzcy szefowie odwdzięczą się otwartością i nawet zapytają o twoje pomysły.

unnamed.jpg

unnamed (2).jpg

Czasem dzień sięgał 17 godzin pracy w trybie multitaskingu –  robienia wszystkiego, na co była akurat potrzeba. Jednak jak mówiła Marlena – Nie przepracujecie się, nie będziecie wracali styrani, Islandczycy do tego nie dopuszczają. Obsługiwałam nawet grupy 70-osobowe, ale potem szef wprost kazał usiąść i odpocząć. Poza tym w pracy na Islandii stosuje się przerwy na zawołanie, np.kiedy potrzebujemy kwadransu dla siebie. Dzień wolny przypada raz na 6 dni.  Grafik określany jest na 270 godzin miesięcznie dla pracownika sezonowego.  Jeśli ktoś chce przepracować więcej, musi zapłacić wyższy podatek. W wolne dni w małym mieście można jeździć stopem po okolicy, korzystać z basenu, restauracji, odwiedzić punkt informacji turystycznej, gdzie można nawet obejrzeć filmy. Gorzej z rozrywkami nocnymi…

Do pracy sezonowej wystarczy znać język angielski i to nawet na średnim poziomie. Praca wśród Polaków nie stymuluje zresztą do nauki tamtejszego języka. Czasem zabrania się używania polskiego w pracy, jako że inni – w tym szef – nie rozumieją wtedy co mówią do siebie podwładni. Dla Islandczyków porozumienie się po angielsku nie stanowi problemu. Jeśli jednak ma to być bardziej ambitna praca z perspektywą zostania na dłużej, to znajomość islandzkiego staje się bardzo pożądana. – Niech chociaż widzą, że się uczysz – radziła Marlena. – Islandczycy doceniają Polaków i to, że się adaptujemy do ich kultury, uczymy języka przy pracy na dłużej, bo na przykład w przypadku innych nacji, jak Litwini czy  Estończycy – nie jest to tak popularne podejście.

Na relacje z reguły nie można narzekać. Nastawienie do polskich pracowników jest dobre – szef otwarty, opowiada o wszystkim. Spotkania po pracy i socjalizacja są nawet częste. Ale bliskie relacje z Islandczykami to już trudniejsza sprawa – liczą na rozmowę w ich języku. Są ciekawi obcokrajowców i chętnie zamieniają po kilka zdań, ale niewiele ponadto.

unnamed (4).jpg

unnamed (1).jpg

Warunki finansowe na Islandii nie są złe, chociaż Marlena poznała je dopiero przy wypłacie. – Przypuszczam, że obecnie płaca  – wydawana w koronach islandzkich – jest wyższa, stawkę podnosi się regularnie – stwierdziła. Podstawa wynosiła 1000 koron za godzinę, czyli około 30 zł. Są naturalnie miejsca z wyższą i niższą płacą, do tej drugiej kategorii należy np. praca na stacjach benzynowych. Na Islandii króluje legalne zatrudnienie. Trzeba mieć kennitala – to taki islandzki odpowiednik numeru PESEL –  i  konto w islandzkim banku (do wyboru jeden z trzech;)). Na szczęście transfery nie są drogie.

Rotacja wśród pracowników jest duża. Ludzie zmieniają miejsce pracy sezonowej, a na dłuższe zajęcia wybierają większe miejscowości, bo np. dojazdy są bardziej dogodne. Bilety autobusowe nie należą do tanich, ale przy zatrudnieniu sezonowym pracodawcy pomagają w znalezieniu tańszego mieszkania. Marlena pracowała i mieszkała nad restauracją w tym samym budynku – bez opłat. Przyznaje, że to bardzo dogodne rozwiązanie, bo wynajęcie mieszkania jest trudne i drogie, zwłaszcza w małej mieścinie. Ale są i minusy mieszkania pracowniczego –  pokoju się nie wybiera i dzielisz go czasem  z kilkoma innymi pracownikami, w różnych warunkach. Mało miejsca dla siebie, ale przynajmniej za darmo – podsumowuje Marlena.

W małych miasteczkach wyżywienie to trudna sprawa – jeden sklep czynny niekiedy przez parę godzin dziennie. Jednak przy pracy w fabryce jeden posiłek jest zapewniony  dla pracownika, dbają o to związki zawodowe. Ceny w sklepie są wysokie, ale do przełknięcia. W razie trudności w rozplanowaniu budżetu można brać w pracy zaliczkę.

unnamed-5

Co do samego szukania – nie olśniewające CV wysłane przez internet a sprawdzone kontakty i polecenia  – na to liczą zatrudniający Islandczycy. – Szukanie po znajomych więcej da niż wysyłanie aplikacji, nawet wejście na grupę na Facebooku i poproszenie kogoś na miejscu o polecenie  –  radzi Marlena. – Szef dzwoni po innych hotelach i sprawdza nową osobę, czy ją znają. Można wręcz powiedzieć, że w tamtejszym środowisku pracy panuje nepotyzm.

Szukanie pracy jako wolny strzelec, już na miejscu, także nie jest złym pomysłem. Od razu przyjdziesz i pokażesz się przyszłemu pracodawcy. Powiesz, co umiesz i możesz z miejsca być wzięty nawet do pracy dorywczej. Natomiast kiedy wysyłasz zgłoszenie z Polski, ktoś w międzyczasie może zająć twoje miejsce…

Następne spotkanie odbędzie się pod hasłem “Jedź, pracuj i… ucz się”. Najprawdopodobniej w tym samum miejscu, bo bardzo nam się spodobało w kawiarni Kicia Kocia 😉

Advertisements

Dzień Islandzki w Poznaniu

30927669902_af86d7aedd_o.jpg

17 listopada, na zaproszenie Studenckiego Koła Naukowego “Norske veier” działającego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, wybraliśmy się do stolicy Wielkopolski, aby posłuchać i samemu opowiedzieć o Islandii. Wedle zamysłu organizatorów, spotkanie i wygłaszane w jego trakcie referaty, miały skupiać się na motywie relacji człowiek-natura, tak ważnym na wyspie.

SKI reprezentowała Emiliana Konopka, która została poproszona o wygłoszenie krótkiego wystąpienia na otwarcie spotkania. Opowiedziała o sztuce islandzkiej z pozycji konia, czyli o silnych związkach Islandczyków z końmi islandzkimi. Bo faktycznie, jeśli przyjrzeć się najważniejszym dziełom sztuki islandzkiej, bardzo często pojawiają się na nich konie. Motywy “końskie” pojawiają się już w sztuce pierwszych artystów Islandii, czyli w inspirowanych mitologią nordycką rzeźbach Einara Jónssona oraz malarstwie pejzażowym Thórarinna Thórákssona. Nawet w Warszawie oglądać możemy konia wykonanego przez artystę o pochodzeniu islandzkim, a mianowicie pomnik konny Józefa Poniatowskiego dłuta Berthela Thorvaldsena, syna islandzkiego emigranta Gottskálka Þorvaldssona.  Co ciekawe, wraz z rozwojem sztuki islandzkiej i zwiększonymi kontaktami artystów z kulturą globalną, pojawiające się dotąd przedstawienia czy to mitologicznej postać Sleipnira, ośmionogiego rumaka Odyna, czy  Icelanderów, zostały powoli wyparte przez motywy inspirowane kulturą kontynentu. I tak np. w twórczości Helgiego Þorgilsa Friðjónssona pojawiają się centaury i jednorożce, natomiast u światowej sławy artysty Erró znalazło się nawet miejsce dla konia Horacego, przyjaciela Myszki Miki, stylizowanego na małżonka Arnolfini z obrazu Jana van Eycka.

15145091_10207711535292969_472259596_o.jpg

Wystąpienie zostało przyjęte – niespodziewanie dużymi – brawami, a potem do swoich referatów stanęły członkinie koła Norske veier, które prezentowały tematy flory i fauny islandzkiej czy warunków geograficzno-atmosferycznych wyspy. Bardzo interesujący był krótki wykład Karoliny Kliś, która przedstawiła kilkanaście islandzkich określeń na śnieg (podobno Islandczycy mają ich aż sto, jej udało się wynaleźć co najwyżej 60). Nie zabrakło też tematu islandzkiego protestu kobiet z 1975 roku.

Spotkaniu towarzyszyły ciasta, herbata i należy pogratulować organizatorom świetnego przebiegu oraz dużego zainteresowania ze strony nie tylko studentów Skandynawistyki, ale również innych kierunków. Bardzo dziękujemy za zaproszenie!

31070120225_fdf32242ef_o.jpg

Towarzysz podróży został u Jagody Kowalczyk, której chciałabym niezmiernie podziękować za przenocowanie i miłe towarzystwo! Emilka