Jedź, zwiedź i studiuj na Islandii

9 lutego w grochowskiej kawiarni Kicia Kocia odbyło się drugie spotkanie cyklu “Jedź, zwiedź i…”. Poświęciliśmy je tematowi studiowania na Islandii (konkretnie w Reykjaviku) w ramach wymiany międzyuniwersyteckiej. O tym opowiedział Julek Podgórski, geograf, który parę lat temu jako student spędził na Islandii 4 miesiące semestru zimowego na jednej z 10 islandzkich uczelni. Islandia jest częścią programu  Erasmus, choć, jak zwrócił uwagę Julek,  w ramach międzyuczelnianej umowy najłatwiej jest wyjechać lingwistom, geologom i humanistom. I tu drobna uwaga: informacje o takiej wymianie szybciej odnaleźć na stronach uczelni islandzkiej niż polskiej.

unnamed-1

Julek zaczął od opowiedzenia ogólnie, o tym ile i o jakim profilu jest uniwersytetów na wyspie, o podobieństwach i różnicach między studiami w Polsce i na Islandii. Do podobieństw zaliczył organizację zajęć,a jaką jedną z ważniejszych różnic wskazał dużo większą liczbę przedmiotów po angielsku dla Erasmusów i większą indywidualizację studiów (terminy dostosowane do studenta). Ujęło go to, jak uniwersytet jest połączony z innymi instytucjami, jak szerokie ma kontakty (daje studentom na przykład możliwość wstępu na konferencje Artic Circle). Ale również to,  że islandzki system usos nazywa się “sowa” i fakt, że biblioteka uniwersytecka jest największa biblioteką w kraju.

sowa

Minusem może być to, że trudno nawiązać znajomości z lokalsami. Dużo więcej rodzi się nieislandzskich przyjaźni. Nie pomogło  ani uczestnictwo w chórze studenckim ani uczelniane wycieczki za miasto (Islandczycy oddzielali się od reszty grupy). Ponadto Islandczyk, kiedy tylko zorientuje się, że ma do czynienia z obcokrajowcem, od razu przechodzi na angielski, nawet jeśli rozmowa zaczęła się po islandzku. Chcąc poćwiczyć rozmowę w języku, trzeba o tym wprost powiedzieć. Przestrogą dla imprezujących studentów z wymiany są ceny alkoholu. Pewnym ratunkiem są happy hours i aplikacja podpowiadająca gdzie w okolicy i kiedy można z nich skorzystać. Sam Reykjavik jest dobrym miejscem na rozrywkę: mały, a jednocześnie mieści dużo pubów, więc w weekend centrum przypomina jedną wielką imprezę. Dużo wydarzeń dla studentów organizuje ESN Iceland, ale “imprezą ostateczną” jest festiwal Iceland Airwaves, rozgrywający się w różnych miejscach w mieście i nie tylko wieczorami.

Jak radzi sobie z mieszkaniem student z wymiany? Mieszkanie Julka (bardzo male, ale ciepłe)  było zdobyte na własną rękę. Studenci w prawdzie dostają zestawienie z dostępnymi mieszkaniami, które można wynająć, ale na wysłanego e-maila odpowiedziały… dwa miejsca (spróbujcie więc kontaktować się telefonicznie:)) Wygląda na to, że uczelnia  nie zadbała o aktualną bazę, więc mieszkania lepiej szukać samodzielnie. Niestety ich dostępność się kurczy: wiele mieszkań jest zajętych lub nie są dłużej wynajmowane studentom (nie są to w końcu najbardziej opłacalni lokatorzy).

Julek zachwalał Reykjavik jako miejsce do mieszkania. Jest bezpieczny (zgubiony portfel został szybko zwrócony przez uczciwą Islandkę), przyjazny urbanistycznie, zielony (uniwersytet mieści się w rezerwacie). Można zaoszczędzić na transporcie, przemieszczając się na piechotę. Jest katedra gotycka, deptak, pchli market, a nawet podświetlany most (jak na europejskie miasto przystało!:)). Czasem tylko Islandczykom nie wychodzi planowanie i np. nie przewidzą szatni budynku. A wszyscy wiemy, jaka potrafi być tamtejsza pogoda (z drugiej strony wpadli na pomysł samozwijających się przydrożnych plakatów w czasie wiatru). Nadrabiają za to dystansem i poczuciem humoru, które można zaobserwować też w przestrzeni publicznej. Przykładem może być plan kampusu z zaznaczonym oddalonym miejscem i (bardzo praktyczną) informacją, że można dojść tam w… 22 godziny na piechotę. Swoje uroki ma też pobyt w semestrze zimowym –  miasto wygląda jak wioska św. Mikołaja.

Dla tęskniących za polskimi słodyczami: Prince Polo jest do kupienia wszędzie. Dosłownie – wszędzie, gdzie odbywa się sprzedaż czegokolwiek.

Julek zwrócił także uwagę na to, że studiujący na miejscu zwiedzają kraj inaczej niż studenci-turyści. Polecił korzystanie z badawczych wycieczek terenowych (nawet parodniowych) organizowanych w ramach przedmiotów geograficznych czy np. chemicznych. Z reguły odbywają się one w okolicach mało znanych wśród turystów. Z kolei dzięki pytaniom z widowni można było się dowiedzieć, jak Julek ocenia sam poziom studiów na Islandii: w porównaniu ze Szwecją – dobry, zaś w porównywaniu z Polską – wręcz fantastyczny.  Nie oszczędza się na sprzętach i narzędziach, grupy są nieduże (maks. 25 osób), na poziomie magisterskim organizacja nauki jest bardziej indywidualna, przeważają prezentacje i eseje. Przy czym Erasmusi nie mają żadnej taryfy ulgowej, są traktowani na równi z resztą studentów. Pojawiło się też pytanie o dorabianie w czasie studiów: praca zarobkowa cieszy się większą popularnością wśród miejscowych studentów, choć i Erasmusi nie mieliby zapewne trudności ze znalezieniem odpowiedniej okazji. Osoby zainteresowane pozastudencką aktywnością mogą też łatwo skorzystać z wolontariatu.

Ostatnią część wieczoru poświęciliśmy na spotkanie w gronie członków klubu, w trakcie którego wyłoniliśmy nowy (stary) zarząd i omówiliśmy plany, m.in.to, kiedy będziemy mogli zaprosić na kolejne spotkanie z cyklu “Jedź, zwiedź i… “;)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s