Otwarcie festiwalu “Ultima Thule – na krańcu świata”

Rotunda warszawskiego Iluzjonu wypełniona wystawą multimedialną z przedstawieniami chłodnych krajobrazów, suszonych ryb i wody, w kinowym foyer wielu zniecierpliwionych gości, a z głośników kawiarni płyną znane dźwięki utworów Björk…

12837509_593777870770526_400616473_o

Warszawa wreszcie doczekała się swojej odsłony długo wyczekiwanego festiwalu Ultima Thule – na krańcu świata. Projekt, o którym Studencki Klub Islandzki wiedział od czasu jego przygotowaniań, został zrealizowany w czterech miastach: w Reykjaviku, Gdańsku, Poznaniu, a teraz rozpoczął się w Warszawie. Sednem całego festiwalu miała być “wymiana” narodowej kinematografii obu państw. Islandczycy zatem mogli w listopadzie ubiegłego roku oglądać klasyki polskiego kina w Reykjaviku, natomiast (co ucieszyło miłośników Islandii w naszym kraju najbardziej) – Polacy od ponad miesiąca mogą oglądać obrazy islandzkie w Polsce. I choć już od paru lat kinematografia wyspy staje się coraz popularniejsza w naszym kraju; m.in. dzięki dystrybutorowi Gutek Film możemy oglądać najnowsze produkcje, natomiast trzy lata temu starsze obrazy pokazywano na festiwalu w Katowicach, festiwal Ultima Thule to okazja do zapoznania się z szerokim spektrum kultury filmowej Islandii.

Steven Mayers, członek Icelandic Film Center i przewodniczący Akademii Filmowej w Reykjaviku, jeden z głównych gości otwartego dzisiaj w Warszawie festiwalu, powiedział, że przygotowany program daje okazję do zapoznania się z Islandią, nic bowiem tak nie oddaje obrazu danego kraju, jak kręcone w nim filmy. Warto zajrzeć do repertuaru, znajdziecie tam filmy z różnych lat (zaczynając od najstarszego chyba islandzkiego filmu z 1949 roku!), różnorodnych gatunków i o różnorodnej tematyce. Festiwalowi towarzyszą również spotkania dla dzieci, pokazy z muzyką na żywo i spotkania z islandzkimi twórcami (masterclassy, polecamy gorąco!)

Festiwal w Iluzjonie otworzył film Reynira Oddssona Mordsaga z 1977 roku. Christoph Wedmayer z Icelandic Film Center przedstawił widowni krótką historię powstawania tego filmu; został on zdigitalizowany w Londynie i pokolorowany w Reykjaviku stosunkowo niedawno, dzięki czemu odświeżono go, dodając nawet nowy podkład muzyczny (gra na pianinie). Film powstawał w bólach, gdyż jego reżyser i producent Reynir Oddsson nie mógł liczyć na dofinansowanie ze strony państwa – wówczas jeszcze takich funduszy po prostu nie było. Dlatego otrzymał tylko niewielką kwotę od Ministerstwa Kultury, a resztę pieniędzy potrzebnych do produkcji zainwestował z własnej kieszeni, pożyczając również od rodziny i znajomych. Anegdota głosi, że pewnego dnia spotkał na spacerze posła, z którym rozmawiał o swojej najnowszej produkcji. Żalił się, że gonią go terminy, a on nie ma z czego zapłacić aktorom, ekipie… Poseł powiedział mu, że jeśli zrealizowany już film odniesie sukces, on zrobi wszystko, aby stworzyć specjalny fundusz pomagający islandzkim filmowcom. Czy się udało? Niech odpowiedzią na to będzie data założenia Icelandic Film Fund – 1977 rok. Trzeba też oczywiście film obejrzeć, a my przygotowaliśmy już dla Was jego recenzję w dziale Film.

12822684_593777854103861_824074171_o

Publiczność oczekująca projekcji pierwszego seansu festiwalu, powoli niecierpliwiąca się z powodu przedłużającego się wstępu z udziałem wszystkich organizatorów i gości, bawiła się świetnie podczas odczytu kilku islandzkich nazwisk (klaskano nawet prelegentce brawo, choć czytała je niepoprawnie). Pewną nagrodą za cierpliwość był osobisty list od reżysera Oddssona, który został wygłoszony przez Wedmayera. W nim reżyser opowiada o swoich związkach z polską kinematografią, która sprowadza się do spotkania ze Zbigniewem Cybulskim w Sztokholmie. Jak twierdzi reżyser, uwielbiał naszego utalentowanego aktora, a jego gra w Popiele i diamencie, szczególnie poruszająca scena śmierci, to jedna z jego ulubionych scen śmierci w światowym kinie. Podobno Oddsson zaprosił Cybulskiego na imprezę do mieszkania, gdzie nasz rodak – lekko już wstawiony – pokazywał sztuczki z surowym jajkiem rozbijanym na czole. Gdy podano mu ręcznik kuchenny, aby się wytarł, miał owinąć się w nim jak w togę rzymską i deklamować ustępy po łacinie.

Miejmy nadzieję, że po zakończeniu festiwalu i całego projektu, stosunki polsko-islandzkie w kinematografii będą bardziej zacieśnione i zamienią się w poważniejszą współpracę.

Dodam tylko, że publiczność po seansie czekały miłe upominki!

12751760_593777917437188_1023396828_o

Do zobaczenia na festiwalu! Ultima Thule – na krańcu świata, 9 – 20.03.2016, kino Iluzjon